Informujemy, że w listopadzie nie ma już miejsc na rezerwacje bezpłatnych lekcji oraz na zwiedzanie dla grup. Nadal pozostaje możliwość zwiedzania indywidualnego.

Blog Edukacyjny

Wiedza / #zapytajkustosza
Pieskowa Skała
Olgierd Mikołajski 14.11.2022 godz. 14:00

#zapytajkustosza Pieskowa Skała

Na Wasze pytania odpowiada Olgierd Mikołajski, kustosz Zamku w Pieskowej Skale.
Zamek w Pieskowej skale z lotu ptaka.

Skąd się wzięła i z czym związana jest nazwa „Pieskowa Skała”?

Zamek w Pieskowej Skale od podnóża skały.
Nazwa „Pieskowa Skała” pojawia się po raz pierwszy w roku 1315 w treści dokumentu sporządzonego w kancelarii króla Władysława Łokietka. Pojawia się w wersji niemiecko brzmiącej: „Peskenstein”. Na marginesie przypomnijmy sobie, jak wiele polskich zamków ma nazwy pochodzące z tego właśnie języka: Rabsztyn, Olsztyn (koło Częstochowy), Czorsztyn, Melsztyn, Tropsztyn… Nazwa naszego zamku faktycznie jest intrygująca i zapewne dlatego pojawia się zaskakująco wiele jej interpretacji. Znane mi wersje możemy z grubsza podzielić na trzy grupy: naukową, legendarną i delikatnie mówiąc „niemądrą”. Z przyczyn oczywistych objaśniając tę nazwę będziemy się koncentrować na jej pierwszym członie – „Pieskowa”, który wydaje się bardziej tajemniczy niż „Skała”.

Uczeni lingwiści uważają, że nazwa pochodzi od staropolskiej wersji imienia Piotr, czyli Pieszko, Pieszka lub nawet Piesek i odnosi się do warowni, będącej poprzedniczką dzisiejszego zamku. Warownia ta, usytuowana na wzniesieniu sąsiadującym z dzisiejszą lokalizacją Pieskowej Skały, została wzniesiona w XIII wieku zapewne przez księcia Henryka Brodatego, w okresie, gdy ubiegał się on o tron krakowski. To właśnie do tej budowli odnosi się wzmianka w łokietkowym dokumencie. Zapewne zameczek powstał na skale, która należała niegdyś do jakiegoś Piotra i była nazywana Skałą Pieszki, lub po prostu Pieszkową Skałą, a stąd już do Pieskowej blisko. Ciekawe, że gdy w połowie wieku XIV król Kazimierz Wielki polecił wybudować nowy zamek na obecnym miejscu, stara nazwa zniszczonego już „sąsiada” przylgnęła do tej, kolejnej już budowli.

Bardzo popularne jest tłumaczenie nazwy zamku w związku z bardzo znaną legendą o pięknej Dorotce. Przypomnijmy. W średniowieczu, w czasach, gdy królewski niegdyś zamek był własnością Szafrańców herbu Starykoń, niemłody już potomek tej rodziny pojął za żonę Dorotkę z rodu Toporczyków. Słynąca z urody i wdzięku panna miała swojego ukochanego rycerza, który był młody, wysoki i przystojny, ale jak się łatwo domyśleć – biedny. Rodzina wybrała więc Dorotce na męża starego i niesympatycznego Szafrańca, dysponującego za to pokaźnym majątkiem i pięknym zamkiem. Ukochany Dorotki był też sprytny, więc przebrał się za wędrownego lutnistę, wziął ze sobą instrument i wybrał się pod mury zamku Szafrańców. Tam jął grać rzewne melodie, po których Dorotka od razu go poznała. Stary Szafraniec nie domyślił się natomiast kim jest ów grajek i zaprosił go do środka, by rozweselił jego żonę. Sam nie był melomanem, niedosłyszał już i niedowidział. Wybrał się więc na polowanie, z którego na nieszczęście wrócił wcześniej niż młodzi się go spodziewali. Koncert, który zastał na zamku Szafraniec, przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Po niewczasie rozpoznał w grajku młodego rywala i rozkazał go zabić. Swą niewierną żonę potraktował jeszcze okrutniej i kazał zamurować w lochu głodowym.

Tu pojawiają się dwie wersje naszej legendy. Wersja ponura głosi, że w lochu tym Dorotka z głodu zmarła i dlatego ma do dzisiaj straszyć, jako nasza (a jakże) Biała Dama. My jednak zajmijmy się wersją pogodniejszą, według której uwięziona Dorotka przeżyła jednak swego okrutnego męża. Stało się tak dzięki pomocy jej wiernego psa, który przez jakąś szczelinę w murze dzielił się z nią swoim psim żarciem. Dorotka konsumowała te śledziony, podgardla i inne rarytasy i tak doczekała się śmierci starego małżonka. Służba odmurowała loch i uwolniła Dorotkę, która wyszedłszy na wolność nazwała swój już zamek Pieskową Skałą. Chciała w ten sposób uhonorować swojego najwierniejszego przyjaciela.

Tyle na interesujący nas temat mówi legenda. Traktując tę opowieść z przymrużeniem oka, uznajmy, że to uroczy i ciekawy przyczynek do objaśnienia nazwy zamku.

Wzmiankowane powyżej „niemądre” tłumaczenia nie zasługują na rozpisywanie się. Nie wiążmy nazwy zamku z piaskowcem, skoro wzniesiono go na skale wapiennej, używając takiegoż właśnie kamienia do budowy. Nie rozplanowano też budowli na planie psa, konia z rzędem temu, który cokolwiek na takim planie jest w stanie wybudować. Tłumaczenie, że zamek stoi na wyniosłej skale, na którą nie powozem ani konno, a tylko „pieszko” można było się dostać, jest przynajmniej śmieszne i na zabawie słowem polega.

Jak Państwo widzicie słowa i nazwy są bardzo ważne, kryją w sobie bowiem wiele historii i mogą być przyczynkiem do licznych rozważań, od bardzo poważnych do całkiem rozrywkowych.

Dlaczego zamek został zbudowany akurat w tym miejscu?

Dzisiaj rzesze turystów przyjeżdżają do Pieskowej Skały, bo miejsce to słynie z urzekającego, malowniczego krajobrazu, w który na przestrzeni wieków wkomponowano świetną architekturę. W czasach, gdy zamek ten budowano, a więc w wieku XIV, przy wyborze lokalizacji nie kierowano się pięknem natury. Generalnie natura to było to, z czym się wówczas zmagaliśmy, co chcieliśmy ujarzmić, a nie to, co podziwialiśmy. O wspomnianym wyborze zadecydowały całkiem inne względy. Kluczowe było zaś to, że Doliną Prądnika biegł wówczas odcinek drogi należącej do najważniejszych w Europie. Droga ta, nazywana królewską (Via Regia), łączyła cały nasz kontynent z zachodu na wschód, Paryż z Kijowem, a w bliższej nam perspektywie Wrocław z Krakowem. Dla króla Kazimierza, którego nie bez kozery nazwaliśmy Wielkim, to właśnie względy gospodarcze były najistotniejsze. Chciał panować nad newralgicznym odcinkiem tej drogi, wiodącym wąską doliną, gdzie najdogodniej można było zorganizować zasadzkę na kupców i ich towary. Bezpieczeństwo kupców szczególnie zaś leżało na sercu monarsze, który planował oprzeć pomyślność gospodarczą państwa na Krakowie, jako jednym z głównych centrów handlowych ówczesnej Europy. Dodajmy, że precyzyjna lokalizacja miejsca na zamek była świetnie przemyślana. Z cypla skalnego, na którym go wzniesiono, rozpościerał się rozległy widok na duży odcinek wspomnianej drogi. Cypel ten góruje co prawda nad doliną, ale jest schowany pomiędzy jej zboczami, co sprawia, że zamek jest bezpieczny przed żywiołami: przed powodzią co oczywiste, ale i przed gwałtownymi podmuchami wiatru.

Dodajmy tu, że Pieskowa Skała należy do tych miejsc w Polsce, które świadczą, że w wieku XVI zmienia się powoli wspomniane powyżej podejście do przyrody i że istnieje u nas wówczas elita, dla której istotne są względy widokowe. Stanisław Szafraniec, wojewoda sandomierski, dokonując swej renesansowej przebudowy zamku, polecił wznieść od strony wschodniej ryzalit z niezwykle efektowną, dwukondygnacyjną loggią widokową. Stąd rozpościera się faktycznie zapierająca dech w piersiach panorama na Dolinę Prądnika i fenomen natury, jakim jest ostaniec wapienny, zwany Maczugą Herkulesa. Ten wybitny polski polityk końca wieku XVI zrobił to wyłącznie po to, by z balkonów tej loggii podziwiać i adorować ów widok. Pieskoskalska loggia to zapewne najbardziej spektakularny przykład takiego rozwiązania w historii polskiej architektury.

Czy na zamku gościli jacyś polscy królowie?

Zacienione krużganki na piętrze Zamku w Pieskowej Skale.
Tak, odbyła się tu przynajmniej jedna wizyta królewska. Król Stanisław August Poniatowski gościł w naszym zamku 4 i 5 lipca 1787 roku. Monarcha powracał ze swej wyprawy do Kaniowa (teren dzisiejszej Ukrainy), gdzie doszło do spotkania z carycą Katarzyną II. Miała być to dyplomatyczna ofensywa króla, który liczył, że w obliczu zbliżającej się wojny z Turcją, imperatorowej będzie zależało na polskiej pomocy. Znamy dokładny przebieg podróży, bo w liczącej około 100 osób świcie króla znalazł się biskup koadiutor smoleński Adam Naruszewicz, który spisał i wydał drukiem jej diariusz. Jazda do miejsca spotkania, odbyta w zimowych warunkach, zabrała monarsze i jego towarzyszom miesiąc. Półtora miesiąca Stanisław August oczekiwał natomiast w Kaniowie na Katarzynę. Na rozmowę z naszym władcą caryca przeznaczyła dwie godziny. Pod względem politycznym spotkanie musiało być dla króla rozczarowujące – niczego istotnego dla kraju i dla siebie nie uzyskał. Najdłuższym, trwającym dwa i pół miesiąca, etapem wyprawy był powrót do Warszawy. Po drodze Stanisław August odwiedził liczne rezydencje i inne „miejsca sławne historią i pięknym położeniem”, spotykał się z dostojnikami, patrycjatem miejskim i tłumnie wylegającym na trasę jego przejazdu ludem. Nie ominął Pieskowej Skały i Ojcowa. Na naszym zamku w zastępstwie słabującej na zdrowiu właścicielki Urszuli Wielopolskiej, monarchę witali starosta generalny krakowski Eliasz Wodzicki i jego żona Ludwika. To właśnie Ludwika Wodzicka była przewodniczką króla Stasia, bo jako bratanica Hieronima Wielopolskiego, nieżyjącego już wówczas męża Urszuli, zamek znała od dziecka. Dostojnego gościa i jego towarzyszy podjęto w Pieskowej Skale wystawnym obiadem, podanym w specjalnie na ten cel zaaranżowanej wielkiej komnacie na I piętrze (dzisiejsza sala baroku naszego muzeum). Król zwiedził później inne wnętrza zamkowe, obejrzał popisy taneczne i wysłuchał śpiewów ludowych. Następnego dnia wybrał się do Ojcowa, gdzie podejmowała go starościna Marianna Załuska. Po powrocie do Warszawy, Stanisław August wysłał swego nadwornego rysownika Zygmunta Vogla, aby ten podążył jego śladami i namalował widoki tych miejsc, które na królu zrobiły wrażenie. Do najważniejszych należały Ojców i Pieskowa Skała, upamiętniona przez artystę aż dwoma pięknymi akwarelami. Później, już po śmierci króla, Vogel wydał te widoki w postaci bardzo popularnego albumu akwafort. Właśnie to wydawnictwo, stanowiące pierwszy polski „katalog” atrakcji turystycznych, jak również diariusz Naruszewicza i inne drukowane relacje z podróży królewskiej, przyczyniły się walnie do rozwoju krajoznawstwa, turystyki i malarstwa pejzażowego w naszym kraju. W tym też, a nie w niezrealizowanych celach politycznych, upatrujemy dziś znaczenie kaniowskiej wyprawy Stanisława Augusta Poniatowskiego.

W roku 2017 obchodziliśmy 230. rocznicę tego, jakże ważnego w dziejach zamku wydarzenia. Stało się ono kanwą do „theatrum”, odegranego podczas Dni Kultury Staropolskiej, cyklicznej imprezy organizowanej na zamku. W rolę króla wcielił się wówczas Juliusz Chrząstowski, aktor Teatru Starego. Turyści brali udział w widowisku, wznosili okrzyki na cześć króla, byli widzami poszczególnych scen spektaklu i asystowali w królewskim spacerze po komnatach.

Czy istnieją jakieś legendy lub ciekawe podania związane z zamkiem?

Stare zamki to miejsca pobudzające ludzką wyobraźnię. Wiąże się z tym z reguły wielka ilość opowiadanych, a czasem i spisanych legend. Pieskowa Skała nie jest tu wyjątkiem. Najbardziej znaną legendę streściłem odpowiadając na pytanie o nazwę zamku.

Podczas lekcji muzealnych zastanawiamy się z dziećmi (zwłaszcza z tymi najmłodszymi), czym różni się legenda od historii. Niemal zawsze w tym kontekście pada oklepane powiedzenie, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Podczas zajęć z dziećmi dochodzimy jednak do wniosku, że ziarno to bardzo niewiele i że w legendach prawdy prawie nie ma. Jeśli tak, to po co je opowiadamy? Odpowiedź jest prosta. Dokładnie tak, jak w przypadku bajek, chodzi o pobudzenie wyobraźni. Z czasem może jednak warto z legend wyrosnąć i dojrzeć do historii, która choć ma prawo być nudna, bywa równie, a może nawet bardziej fascynująca? Legendy, jak bajki, nie mają natomiast prawa być nudne, muszą być porywające i inspirujące.

Jak to się stało, że zamek został oddziałem Wawelu?

Do wybuchu II Wojny Światowej Pieskowa Skała była własnością spółki akcyjnej prowadzącej tu letniskowy pensjonat. Po wojnie na mocy przepisów związanych z reformą rolną znacjonalizowano zamek i przekazano Ministerstwu Rolnictwa. Pieskowa Skała jest jednak miejscem szczęśliwym i prędko została wyselekcjonowana jako jedna z nielicznych polskich rezydencji, które władze komunistyczne zdecydowały się odrestaurować i przeznaczyć na turystyczne atrakcje. Już w 1947 roku zapadła decyzja o rozpoczęciu prac badawczych i remontowych na zamku. Ich kierownictwo powierzono profesorowi Alfredowi Majewskiemu. Jego koncepcją było przywrócenie renesansowego charakteru zamku i urządzenie w jego komnatach Muzeum Odrodzenia. Wybór epoki nie był przypadkowy. Ówcześni uczeni radzieccy lansowali tezę, że Renesans był epoką postępową, jako „rewolucyjne zaprzeczenie Średniowiecza”. Polska architektura socrealistyczna była przecież swoistą formą neorenesansu. Tak pomyślana linia programowa muzeum dawała w czasach stalinowskich szanse na powodzenie projektu. Z czasem jednak okazało się, że bardzo ograniczone są możliwości pozyskania odpowiedniej ilości autentycznych renesansowych obiektów do muzeum. Zapadła więc decyzja, by wyremontowany zamek przekazać Państwowym Zbiorom Sztuki na Wawelu, jak wówczas nazywała się nasza instytucja. Ówczesny dyrektor Wawelu, profesor Jerzy Szablowski stworzył zupełnie nową koncepcję muzeum. Przyjął założenie, że skoro na zamku nie zachowały się historyczne wnętrza, skoro brak jakichkolwiek przekazów ikonograficznych na temat ich wyglądu i skoro wreszcie do dyspozycji pozostają wyłącznie obiekty nie mające żadnego związku z dziejami Pieskowej Skały, to myśl o rekonstrukcji, lub aranżacji o charakterze pseudorekonstrukcji sal zamkowych, należy odrzucić. Konsekwencją takiego sposobu myślenia było przyjęcie koncepcji ekspozycji – galerii. Miało być to, jak pisał Szablowski, „muzeum we wnętrzach” a nie „muzeum wnętrz”. Istotne było też, aby planowana wystawa miała zupełnie inny charakter niż nowo urządzone komnaty Zamku Królewskiego na Wawelu, „którego wnętrza winny być niepowtarzalne”. Powstała koncepcja wystawy stałej Przemiany stylowe w dziejach sztuki europejskiej, której plastyczna aranżacja była dziełem Adama Młodzianowskiego, plastyka współpracującego wówczas z Wawelem, twórcy awangardowych scenografii wystaw. Oficjalne otwarcie wystawy miało miejsce w roku 1970.

Jakie wystawy czasowe są planowane w najbliższym czasie na zamku?

Wieczorne, kolorowe oświetlenie Zamku w Pieskowej Skale.
Od lat staramy się w Pieskowej Skale, by co roku urządzać tu wystawy czasowe. Uważamy, że to najlepsza forma promocji zamku, sposób na przyciągnięcie tych, co już tu byli.

W roku przyszłym też mamy taki plan. Mamy nadzieję, że uda nam się w salach położonych w podziemiach zamku pokazać obrazy Maksymiliana Novaka-Zemplińskiego, warszawskiego artysty, ucznia Antoniego Fałata, który swe surrealistyczne, zaskakujące wizje przedstawia za pomocą bardzo tradycyjnych środków malarskich. Artysta przykłada bowiem ogromna wagę do formy swoich dzieł i posługuje się perfekcyjnym warsztatem malarskim, wypracowanym także przez studiowanie dzieł dawnych mistrzów. Niezwykłość wieloznacznych i nastrojowych płócien Novaka-Zemplińskiego polega na połączeniu nowoczesności z tradycją, twórczej wolności z pieczołowitą, rzemieślniczą precyzją.

Rok 2023 będzie w historii naszego muzeum datą istotną. Zamierzamy otworzyć bowiem nową ekspozycję stałą, która znacznie wzbogaci naszą ofertę dla zwiedzających. Będzie to wystawa Kultura Staropolska. Wystawa Przemiany stylowe…, o której pisałem przy odpowiedzi na pytanie o powstanie oddziału w Pieskowej Skale, prezentuję sztukę polską, jako istotną część kultury Europy Zachodniej. Nowa wystawa pokaże inną perspektywę na naszą kulturę, na polskość. Turyści będą mogli się przekonać, jak odrębnym zjawiskiem była polska sztuka, jacy byliśmy, a może nadal jesteśmy dla Zachodu „egzotyczni”, jak zapatrzeni jednak na wschód. Mamy nadzieję, że te dwa spojrzenia złożą się w skomplikowaną, barwną i pełną sprzeczności, więc fascynującą całość. Perłami tej nowej wystawy będą dwa zespoły obiektów: kodeńska galeria portretów sapieżyńskich i cztery cynowe sarkofagi Sieniawskich z Brzeżan. Pochodząca z kościoła w Kodniu Galeria Sapieżyńska to zespół 72 portretów stanowiący najznakomitszy przykład typowej sarmackiej opowieści genealogicznej. Niezwykłość zespołu nie leży w ich, przeciętnej zresztą, wartości artystycznej, a w tym rozmachu narracyjnym, będącym ilustracją rodowych ambicji. Klasą artystyczną wyróżniają się natomiast siedemnastowieczne sarkofagi Adama Hieronima Sieniawskiego i jego czterech synów. Naturalnej wielkości postaci zakutych w paradne zbroje rycerzy, umieszczone na wiekach, powstały zapewne według modeli pracującego dla Sieniawskich rzeźbiarza Jana Pfistera. Należał on w 1. połowie XVII stulecia do najwybitniejszych artystów, działających na terenie Rzeczpospolitej. Był autorem tej klasy dzieł jak nagrobek Ostrogskich w katedrze tarnowskiej i dekoracja rzeźbiarska elewacji kaplicy Boimów we Lwowie. Jesteśmy przekonani, że efektownie i nastrojowo eksponowane w krypcie zamkowej sarkofagi zrobią na zwiedzających ogromne wrażenie.

Zapraszamy więc do Pieskowej Skały!

Komentarze

Wpisz treść wiadomości
Musisz wpisać imię
Podaj prawidłowy e-mail
T_FORM_ERROR_RATE
Zaznacz to pole
DODAJ KOMENTARZ
Biał dwór w Stryszowie przysłonięty drzewami

#zapytajkustosza Stryszów

27.09.2022 godz. 10:00

#zapytaj "Jeździec polski" Rembrandta

26.08.2022 godz. 09:00

#zapytajkustosza "Arcydzieła z kolekcji Lanckorońskich"

13.07.2022 godz. 09:00

Wystawa Andrzeja Radwańskiego

18.03.2022 godz. 10:00
Na Wasze pytania dotyczące wystawy "Mistrzostwo rysunku. Andrzej Radwański." odpowiada kuratorka wystawy, Natalia Koziara-Ochęduszko.
Zobacz wszystkie